czwartek, 6 września 2007

ostatni dzien

dzisiaj wracam do polski :)

ciesze sie bo sie stesknilam! ale z drugiej strony troche mi zal, ze to tak szybk minelo. nie zdazylam nawet o wszystkim napisac, co sie zdarzylo, nie mowiac juz o tym co moglabym przezyc i napisac gdybym miala wiecej czasu tutaj... chyba bede troche tesknic to tego zwariowanego kraju, gdzie tyle rzeczy denerwuje, ale z drugiej strony jest tyle do zobaczenia, przezycia i zrozumienia... nie tylko o Indiach i ludziach ktorzy tu zyja w tak odmienny od nas sposob, ale tez o sobie. nie wiem dlaczego, ale pobyt tutaj sklania wszystkich do zastanawiania sie nad roznymi, mniej i bardziej waznymi rzeczami...

papa Indie! i do zobaczenia :)

poniedziałek, 3 września 2007

jak wyslac paczke i wytlumaczyc ze Kolumbia to kraj, a nie poludnie USA

ostatnie dni w indiach mijaja bardzo szybko
w czwartek przyjechala eliza - kiedy czekalam na nia na lotnisku przypomnialam sobie swoja wystraszona minke sprzed miesiaca :) minelo tak szybko...
generalnie to kozrzystam z ostatnich dni i imprezuje troszke :) niech zyja latynoskie rytmy!!! kto jak kto, ale poludniowa ameryka potrafi sie bawic :)

i chociaz w Indiach nawet na poczcie mysla ze Kolumbia lezy na poludniu stanow zjednoczonych. i zadne tlumaczenia nie pomaga - ameryka poludniewa=poludnie stanow zjednoczonych. tak mysla ludzie, tak jest w systemie ;) i nic nie pomaga wyjasnianie, rysowanie - przeciez to tylko jeden z kontynentow, moga nie wiedziec ..! koniec koncow wyslanie paczki do kolumbii zajelo nam 4 godziny - najpierw trzeba kupic karton - takie ze sklepu, po jakis owocach, no ale trzeba zaplaciac. potem trzeba pojsc na poczte (koniecznie z kims kto mowi w hindii bo inaczej nie da rady - a myslalam ze wszedzie sie da dogadac po angielsku :)) trzeba wysluchac 100 razy ze kraj jest zupelnie gdzie indziej, ile to bedzie kosztowalo, itp itd. z poczty trzeba pojsc do krawca - od 10 do 13 siedzi pod poczta, ale pozniej to juz tzreba go poszukac. krawiec szyje biala powloczke na karton - ani to nie jest nieprzemakalne, ani sztywne - no ale dajesz zarobic kolejnej osobie, bo oczywiscie nic za darmo. i riksiarz tez zarabia, bo krawiec jest na tyle daleko, ze tachania 10 kg paczki w 30 stopniowym wieczornym chlodku nie jest tym, co tygryski lubia najbardziej. od krawca wracamy na poczte - tam paczka jest wazona, trwa dyskusja od nowa gdzie ta kolumbia i klotnia o to zeby nie pisac w adresie Kolubia, USA bo nie dojdzie. potem okazuje sie ze do kolubii paczek ekspresowych sie nie wysyla (dlaczego - bo nie! nie ma w systemie to nie mozna ) klopot z adresem - bo co to za dzwine literki w tym alfabecie :) potem dostajemy pokwitowanie - odrecznie, pieniazki i podpis i paczka zostaje bo juz po 8 wiec musimy wrocic rano. i rano po wypelnieniu druczku wplaceniu koncowki oplaty, telefonie pana z wczoraj do pani ktora urzeduje dzisiaj (na koszt wysylajacego oczywiscie) udaje sie dostac drukowane pokwitowanie i paczka rusza w droge :D miejmy nadzieje ze nie utknie w Kolumbii, USA tylko doleci do ameryki poludniowej ;)

wtorek, 28 sierpnia 2007

planowanie wg IIT delhi

W niedzielny wieczor aiesec IIT Delhi przypomnial sobie ze ma CEEDerow i odbylo sie spotkanie na ktorym mielismy planowac. Spotkanie skladalo sie z porad gdzie zrobic dobre zakupy, pysznej kolacji, ustaleniu wyjscia na festiwal (po tym jak zapytalam czym bedziemy sie teraz zajmowac bo rekrutacja skonczona), udzialu w LCM zaplanowanym 2 tygodnie temu i jesli wszystko pojdzie dobrze wezme udzial w spotkaniu OCP (pisze wezme bo wtedy bede juz jedynym CEEDerem w tym komitecie).
Poza tym to byl bardzo mily wieczor.
I mam czas poszukac grantow dla nszego LC :D
tesknie za wszystkimi odpowiedzialnymi pracocholikami z naszego LC. Buziaki dla Was :*

sobota - swiat6ynie w amritsarze i hinduskie kino

Juz mi sie troche teskni za wszystkimi ludzikami i za pomidorowka :)
W sobote bylam w Amritsarze, miescie polozonym na polnoc od Delhi. Dotarlysmy tam sleeper-busem – autobusem z lozkami :). Bardzo wygodny srodek transportu :) poza tym, ze po dotarciu na „dworzec” chciali nas wsadzic do normalnego autobusu, twierdzac ze sleeper jest skasowany. Po 15 minutach klotni slepper znalazl sie - stal sobie 50 metrow dalej. Naprawde jak sie nie wykolcisz , to maja cie za glupiego turyste ktory zaplaci za wszystko byle miec swiety spokoj.
W Amritsar zwiedzalam Golden Temple, najswietsze miejsce kultu sikhow. Sikhowie nie uznaj kast i szanuja wszystkie istoty zywe. Nie scinaj wlosow bo uwazaj ze chronia ich przed zlem. Dlatego mezczyzni nosza charakterystyczne turbany na glowach. Generalnie sa dobrze wyksztalceni, i moze to przypadek, ale zawsze bardzo pomocni i nie robuja czlowieka tak oszukac jak inni ;p
Swiatynia jest piekna – otoczona zbudowanymi z marmuru zabudowaniami wygladajacymi troche jak palac. Dziedziniec wypelnia woda a na srodku znajduje sie swiatynia. Przestrzen wypelnia muzyka i modlacy sie wierni. Niektorzy kapia sie w wodzie, inni nawet ja pija. Wszyscy pochlapuja glowe na szczescie. Ta mistyczna atmosfera znika na pol godziny po poludniu, kiedy zaczyna sie sprzatanie. Wszyscy wierni chwytaja za wiadra i nabieraja wody. Specjalne osoby wylewaja ja na posadzke. Inni wierni usuwaja wode i brud przy pomocy wiklinowych miotelek. Rejwach jest niesamowity, wszyscy biegaja, chlapia woda i pokrzykuja. W calym tym tlumie niektorzy klekaja i modla sie. Niektorzy spijaja swieta wode z wiader albo z posadzki.
Przed wejsciem do swiatyni nalezy zakryc glowe i zdjac buty – na pocztku myslalam ze nalezy je tylko zdjac i mozna np. Miec w placaku. Ale chodzi o to, zeby ich wogole nie wnosic na teren swiatyni. Na szczescie w wiekszosci z nich znajduja sie miejsca, gdzie mozna buty zostawic pod opieka szatniarza. Lepiej zaplacic, niz potem wracac boso albo w innych butach, co sie zdarza zwlaszcza jesli nasze obuwie przedstawia sie lepiej od butow innego wiernego :)
Oprocz Golden Temple bylysmy tez w dwoch hindusich swiatyniach. Jedna byla bardzo dziwna - przypominala labirynt, z wyznaczonym szlakiem i bez zadnego duzego pomieszczenia do modliwty tak charakterystycznego dla swiatyn. Trzeba bylo przejsc cala sciezke, w gore i w dol, na czworaka, „w stumyku” zeby zobaczyc wszystkich bogow i dojsc do wyjscia.
W drugiej jesden z kaplanow bardzo nas polubil i dal nam mnostwo ciekawych i bardzo slodkich rzeczy do jedzania – w hinduskich swiatyniach zwsze jest cos slodkiego. Najczesciej to kokos z cukrem, czasem z kolorowym barwnikiem albo taka mamalyga z cukru i chyba zelatyny. Czasem sa tez przepyszne biale kuleczki (to najczesciej w swiatyniach Kriszny) albo cos jakby prazony ryz.
Kiedy wchodzi sie do typowej hinduskiej swiatyni (choc nie trzeba tego robic gdy nie jest sie wyznawca hinduizmu, nie ma rzednych przeszkod i wiekszosc z wiernych patrzy na to z rzyczliwym poblazaniem albo przychylnie ) najpierw dotyka sie stopni swiatyni (bo zawsze sa jakies schodki) i uderza w dzwonek zawieszony w wejsciu. Potem zazwyczaj wchodzi sie do duzego pomieszczenia, gdzie ludzie sie modla – czasem z podzialem na strone dla kobiet i dla mezczyzn. Na jednym krancu sal, na srodku jest oltarz z posagiem boga – Kriszny i Ramy, Hanumana (boga –malpy), Ganeszy (boga z glowa slonia), Siwy albo innego z ok 6000. czesto tez w jednej swiatyni znajduja sie wszyscy, ale glowne miejsce najczesciej zajmuje Kriszna. Oprocz posagu boga na oltarzu siedza dwaj „kaplani” czytaja pisma, spiewaja piesni i daj platki kwiatow.
Po odejsciu od oltarza albo podchodzi sie do innych, albo okraza oltarz. W trakcie nalezy podejsc do kaplanow ktorzy maluja znak najczesciej pomaranczowy na czole – nie mylic z czerwona kropka na szczescie – ktory swiadczy o bytnosci w swiatyni i opiece boga, daja cos slodkiego do zjedzenia, rozana wode do wypicia i skrzega ogania nad ktorym nalezy wykonac gest dlonmi jakby zbierajc ogien i kladac go na glowe.
Swiatynie zawieraja tez najczesciej obrazy nalowane na scianach, albo ukladane jak mozaiki przedstwiajace wybrane historie z zycia bogow.
Oprocz muzyki, glosow modlitewnych, kolorowych rzezb bogow (poubieranych w wielobarrwne stroje) i wszystkich tych obrzedow bardzo charkterystyczny jest zapach mleka. Mlekiem polewa sie symbol Siwy, ktory wyglada troche jak jajko. Mleko zazwyczaj jest cieple, wiec zapach unosi sie wszedzie. Po zmieszaniu z kadzidelkami daje to bardzo dziwny, ale nawet przyjemny zapach.

Oprocz zwiedzania bylam tez w kinie, bo mosialysmy czekac na nocny pociag, bo nie bylo miejsc w tym o 9 wieczorem. Film byl w hindi, produkcja Boolywoodu. Nie da sie tego opisac. Mam nadzije ze uda mi sie sciagnac ten film i pokazac jego fragmenty. Czegos tak beznadziejnie glupiego jeszcze nie widzialam. Jezeli wyobrazicie sobie glupia amerykanska komedie, w ktorej ciapciakowaty gosc zakochuje sie w pieknej, bogatej i inteligentnej dziewczynie i zatrudnia lowelasa-miesniaka do zdobycia jej, a ten z kolei ugania sie za dziennikarka scigana przez mafie. Jesli teraz ta komedia ma przedstawiac „wyzwolonych, pieknych i bogatych” zyjacych w Indiach to zobaczycia – dziewczyny w krotkich spodniczkach, scenki milosne bez jenego cmokniecia, poscig najnowszymi autami nie mogacy dogonic dzinnikarki na rowerze, umiesnionego kolesia z kolczykami w obu uszach poruszajecego sie jak marny boysband, duzo kiczu, duzo piosenek, duzo beznadziejnych scen. Nie da sie tego opisac!!! Ale warto bylo to zobaczyc. Mam nadziej ze nie wszystkie filmy z Boolywoodu sa na takim poziomie i nie probuja nasladowac amerykanskich produkcji w ten sposob.

czwartek, 23 sierpnia 2007

zwierzeta

zwirzeta w indiach to nieodlaczni towrzysze wszystkich czynnosci. oczywiscie ulice nie sa zatloczone przez krowy, ale jest ich dosyc duzo. i kiedy krowa przechodzi [przez ulice wszystkie auta staja. nawet te ktore nie zatrzymuija sie jak potraca jakiegos przechodnia (widzialam na wlasne oczy, wiec wiem ze trzeba na prawde uwazac, bo jak ktos cie potraci to mozesz liczyc tylko na siebie i - jesli sa - innych przechodniow). oprocz krow jest bardzo bardzo duzo bezpanskich psow. rasy mieszanej, niedozywione i strachliwe. jeszcze nie slyszalam, zeby ktorys szczekal i nawet poznym wieczorem kiedy sie wraca jedynie podnosza leb - chyba sa zbyt glodne, zeby szczekac.
malp w delhi nie jest duzo, ale np w jaipurze to bardzo popularne zwierze - nie trzba sie specjalnie wysilac zeby je odnalesc na dachu domu, balkonie albo na drzewie
slonie mozna zobczyc wieczorem jak dzwigaja drzewo albo inne materialy do budowy ulic i domow, wielbladow w delhi nie widzialam - ale w jaipurze bylo ich duzo.
"blizszy kontakt" mam z golebiem (nic egzotycznego :P) ktory wlatuje przez okno i siada na gzymsie w moim pokoju. przedwczoraj obudzil mnie swoim gruchaniem o 5 rano i smisznie przechylal glowke. nie widze w tym nic simiesznego, zwlaszcza o 5 rano :)
drugi wspollokator to jeszczurka - zamieszkala niedawno w dziurze w podlodze. czekamy z aleksandra (wspollokatorka) kiedy przyprowadzi rodzinke ;) ale trudno ja zobaczyc bo raczej nie wychodzi, a jesli juz to biega gdzies, pewnie po jedzenie
no i oczywiscie komary - skubance sa niewidoczne i nie bzycza, wiec slady ich bytnosci mozna znalesc tylko na ciele - co w moim przypadku jest bardzo latwe. nie wiem dlaczego tak sobie upodobaly moja krew :)

niedziela, 19 sierpnia 2007

niedzielny wieczor czyli "szok kulturowy"

To wszystko byloby jednak tylko “przypomnieniem” mojej pierwszej konferencji, gdyby nie wieczor – czyli Parents’ Evening. Rodzice zrekrutowanych swiezynek zostali zaproszeni na prezentacje dzialalnosci aiesec. na pocztku bardzo mnie zdziwil sam pomysl, ale teraz mysle, ze w indich jest to potrzebne-po pytaniach jakie padly, sadze ze nawet konieczne.

Pomijajac to ze EB (rada wykonawcza) spoznila sie prawie 40 minut – zamiast skrocic spotkanie ze swiezynami I pamietac o wszechobecnych korkach (gnalismy potem na leb na szyje) – to bylo bardzo formalnie – formalne stoje, panelisci – byli aiesecowcy I matka dziewczyny z organizacji. I to wszystko mnie nie dziwilo – rodzina w Indiach jest bardzo, bardzo wana, dlaczego jesli takie sa realia kulturowe, nie zaprosic rodzicow – niech wiedza na czym polega organizacja. Po prezentacji zaczeli mowic panelisci – I tu moje pierwsze zdziwienie, kiedy matka dziewczyny z aiesec zaczela mowic o tym jakie miala obawy kiedy corka przystapila do organizacji, a inni rodzice obecni na Sali przytakiwali ze maja takie same. Po pierwsze to jak jej corka da sobie rade spotykajac sie z chlopcami – bo w domu ma tylko siostre, wiec nie przywykla do tego. I jak to bedzie kiedy trzeba bedzie isc na spotkanie a o 7 robi sie ciemno I chce zeby corka byla w domu. Przeciez przystepujac do aiesec ci ludzie sa/ida na studia!!! I plec przeciwna nie jest niczym nienormalnym na tym swiecie.
Jeden z ojcow stwierdzil ze jego 18 letnia corka jest za mloda, zeby podejmowac jakies odpowiedzialnosci! I byl bardzo zbulwersowany ice breakami (generalnie to glupawe zabawy przelamujace opory w kontaktach miedzy ludzmi ktorzy sie nie znaja a maja wspolpracowac razem – pierwszego dnia robilismy PIZZE – na podlodze klada sie chopcy, potem dziewczyny I tak powstaje wielowarstwowa pizza) insynulujac ze w organizacji jego corka moze byc zmuszona do zbyt bliskich kontaktow z plcia przeciwna.
Obawom o nadmiar obowiazkow nie bylo konca – ze dzieci zawala studia, ze beda zmuszane(!!!) do niechodzenia na zajecia, ze zamiast spedzac czas z rodzina beda jezdzic na spotkania.
Jedna z matek stwierdzila, ze nie wyobraza sobie jak jej corka (przypominam – oni wszystc sa albo wlasnie dostali sie na studia) mialaby pojechac na spotkanie biznesowe do gurgeon (dzielnica handlowo-biznesow Delhi, jakas godzine autobusem od centrum) bo przeciez jest dziewczyna I nie zna autobusu!!!
Byly tez pytania o alkohol na imprezach, czestotliwosci tego typu imprez no i jak to bedzie chlopcy I dziwczyny razem, bez doroslych!!!

Moze nie powinnam tego oceniac, ale moim zdaniem najtrudniejsze do zaakceptowania dla obcokrajowca w Indiach jest to, ze ludzie nie sa szczerzy. I tak kalmia kierowcy autorikszy probujac wyciagna od ciebie pieniadze. Kalmia wspolpracownicy mowiac ze cos bedzie zrobione za godzine, a nie bedzie. Ludzie ktorzy ida na studia, zaczynaj dorosly etap w swoim zyciu, ukrywaja przed rodzicami ze maj chlopaka albo dziwczyne. Rodzice udaja ze ich dzieci nie pija (I mam tu na mysli piwo na imprezie). Sprzedawca nie powie – nie, nie mam bede mial za tydzien, tylko probuje ci wcisnac cos innego. Spoleczenstwo jest niby takie tradycyjne a HIV rozprzestrzenia sie coraz szybciej. Chlopcy I mezczyzni na ulicy chodza za reke, poklepuja soie po plecach I jest ok – maz I zona musza trzymac dystans. I chyba tylko indyjskie aiesec dance maja wiecej “seksualnych” gestow jak teledyski amerykanskich hiphopowcow. Robiac wieka sprawe z rzeczy po prostu normalnych, powoduja ze to wszystko przybiera karykaturalny obraz.

18 lat to za wczesnie zeby podejmowac jakies odpowiedzialnosci…tylko kiedy maja sie tego nauczyc?

pierwsza konferencja swiezynek

czyli ostatni weekend :P

Przypomniala mi sie moja pierwsza konferencja :)
Zrektutowalismy 80 osob. Wszyscy troche zdziwieni, zaskoczeni I podekscytowani naraz. Wiekszosc osob spodziewala sie powaznego seminarium, a tu aiesec-dance, okrzyki I punishmenty. Ale bylo tez powaznie kiedy rozmawialismy o aiesec jako globalnej organizacji. O wizji I misji. O celach, mozliwosciach I wyzwaniach. Swiezynki przygotowywaly krotki bizness plan I przydzielaly funkcje czlonkom swojej grupy – w ten sposob objawili sie pierwsi leaderzy :P nie jestem pewna czy to byl najlepszy sposob do ich "wylonienia", ale mozna sie zastanowic nad tego rodzaju aktywnoscia.

w niedziele przedstawialismy strukture organizacji, poszczegolne departamenty I projekty.swiezynki mogly zapoznac sie z tym, co konkretnie robi sie w organizacji.
Po poludniu my, czyli ceederzy prezentowalismy swoje kraje. Bardzo podobala mi sie prezentacja Chin – profesjonalny filmik przedstawiajacy rozne strony – tradycje I wspolczesnosc – kraju.

atmosfera w ciagui tych dwoch dni byla podobna do tej, jaka pamietam ze swojej pierwszej konferencji. tylko ludzie nie bardzo chcieli tanczyc @dance - ale mnie to nie dziwi - na pocztku tez nie bylam zachwycona :)